Szanowni Państwo!
Serdecznie zapraszam na swój wieczór autorski w czwartek, 29 VI o 19.00. Spotkanie odbędzie się w Ambasadzie RP w Hadze.
Fragmenty "Stanu podgorączkowego" przeczyta Wojtek Cecherz.
Do zobaczenia!
poniedziałek, 26 czerwca 2017
środa, 15 marca 2017
O jednym ekscentrycznym Angliku
Za czasów Jana Kazimierza, kiedy u nas Chmielnicki, potop, wojna z Rosją i tym podobne zawieruchy - mieszkał sobie w Londynie niejaki Samuel Pepys.
Dużo pracował, mało spał, żywo interesował się światem dokoła. Stroił się, dużo oszczędniej czynił wydatki na stroje żony niż własne, lubił się pokazać w nowej peruce. Utracone zęby zastępował wyrzeźbionymi z kości zwierzęcych, słowem: elegant pełną gębą. Znał biegle pięć języków, ale i nierzadko plótł bzdury. Lizus i karierowicz, choć jednocześnie roboty nie unikał. Zrobił sporą karierę w Royal Navy. Miał końskie zdrowie i koński apetyt, wina także sobie nie żałował. Sporo można dowiedzieć się o gastronomii siedemnastowiecznego Londynu z Pepysowych "Dzienników". Nie imały się go poważne choróbska, kręcił się w pobliżu ognisk zarazy, ale go jakoś nie trafiło, a nawet przeżył bardzo niebezpieczną, jak na owe czasy, operację pęcherza.
Towarzyski, istny pies na kobiety, obmacał pół Londynu, przyjaciółki, kochanki, służące, (kto się tam akuratnie nawinął) a czasami nawet...żonę. A jak już strasznie naświntuszył, to pisał o sprawie podwójnym szyfrem, osobliwą mieszanką języków. Często powierzał się boskiej opiece, leciał do kościoła, poprzysypiał sobie trochę, a potem duchowo umocniony znowu do teatru w nowej peruce... To na robotę się dziko rzucał, to na kobiety, by znów zatroskać się o los Anglii. W tle wielki pożar w Londynie, wojna z Holandią, aktualności polityczne... Jednak sam diarysta cały czas na pierwszym planie. Przez większość życia zajmował się statkami, toteż na starość, kiedy został sam (żona Pepysa, Elżbieta zmarła w 1669) ustatkował się wreszcie, przystopował z amorami i rozmiłował w książkach. Zyskał przyjaźń Isaaka Newtona i Christophera Wrena (to ten pan od St. Paul, w Londynie).
Mocą Pepysowego testamentu jego księgozbiór trafił do Magdalene College w Cambridge. Wśród kilku tysięcy przekazanych ksiąg poleżały sobie nieodczytane przez 150 lat, spisane wymyślnym szyfrem pamiętniki. Aż wreszcie pewien wikariusz znalazł klucz (także ukryty w książkach) i odcyfrował tekst. Pamiętniki opublikowano po raz pierwszy w Anglii, w XIX wieku. Pełne wydanie nie jest dostępne po polsku.
Wyboru i tłumaczenia dokonała Maria Dąbrowska. Trochę ją podejrzewam, że mogła pominąć co smaczniejsze kąski, ale i tak lektura, że palce lizać.
Wybór fragmentów w przygotowaniu. Proszę tu zaglądać.
![]() |
| Rękopis pamiętnika |
![]() |
| Pepysiana w Magdalene College, Cambridge |
![]() |
| Pepys i jego peruki |
środa, 1 marca 2017
Chopin a histeria
1 marca 1810 roku to prawdopodobna data urodzin Chopina (inna, niewykluczona 22 lutego). Fryderyk, jak to z geniuszami bywa, urodził się dwukrotnie. Umarł natomiast raz, z większą starannością, dokładniej, przy świadkach. Pozostały także dowody rzeczowe np. w postaci pośmiertnych odlewów Clesingera. I tak wymknąwszy się niebiańskiej ewidencji żyje wielki Kompozytor wiekuiście, ale i ziemski żywot niedomknięty...
Awansem, już wczoraj oddałam hołd Fryderykowi bijąc pokłony pod pomnikiem autorstwa Wacława Szymanowskiego w Łazienkach. Obok, pod samiutkim cokołem, różni państwo płci rozmaitych, wytworną konfekcją sportową okryci używali cokołu, aby zaprzeć nóżkę i ćwiczenia rozciągające wykonać.
- Najlepsze życzenia z okazji 207 urodzin, Fryderyku! - zadarłam głowę.
- Czekaj, czekaj, jak ci sportowi pójdą, to zejdę.
I rzeczywiście! Jak tylko sportowi odtruchtali Fryderyk zlazł z cokołu, zmalał do ludzkich rozmiarów i sobie oboje jako piersiowo niezdrowi, statecznie po mieszczańsku, zasiedliśmy na ławeczce.
- A pamiętasz co w listach Słowacki o mnie pisał? - wypalił Fryderyk bez zbędnych wstępów, ale z emfazą wielką aż mu grdyka zagrała.
- Coś pamiętam - szukałam nerwowo w pamięci "Byłem wczoraj u Czartoryskich. Zawsze to samo. Chopin grał na fortepianie, Mickiewicz improwizował. Wyszedłem w połowie wieczoru." Jakoś tak to szło?
- No. I wychodził skurczybyk! - zatrząsł grzywą Maestro.
- Może ten Julek umierał śmiercią powolną z nudów. Podpierał skroń dłonią, oczy zapałkami. Dotrwał do jakiejś pauzy i w długą na kieliszeczek absyntu...
- Histeryk jeden!
- A ty drugi... - wyrwało mi się.
- Bo szczęścia nie mam. Potem się ludzie śmieją. Widziałaś film "Chopin - o mnie chodzi, wyjaśnił - Pragnienie miłości".
- Widziałam. Wzruszający. Płaczliwy. Rozszlochać się można... - i znowu nie zapanowałam nad śmiechem - no dobra, by tak rzec "wyszłam w połowie wieczoru... "
- I jeszcze teraz Juliusza cytujesz! - Chopin rozkaszlał się widowiskowo.
- No przepraszam - chciałam go jakoś udobruchać - ale recenzję sprzed 15 lat pamiętam. Dobrze napisana!:
Nasz artysta Frycek Szopen
Do George Sand raz poczuł popęd
Lecz artysty los to męka
On kaszlący, ona Stenka.
Sportowi przytruchtali. Frycek bez słowa pożegnania w sekundę wlazł na cokół. No i się nie dowiedziałam czy przynajmniej czterowiersz mu się spodobał... Zadarłam głowę, ale nic. Twarz jak z kamienia.
* * *
O temperaturze stosunków między Słowackim a Chopinem można poczytać np. u Iwaszkiewicza w "Pamiętnikach". Rymkiewicz też o nich pisał naturalnie ("Słowacki. Encyklopedia").
W kinematografii rzeczywiście wielkie szczęście Chopina dotąd nie spotkało, ale na "Impromptu" z Hugh Grantem nie szkoda wieczoru.
A jeśli Państwo wiedzą kto wysmażył recenzję można się zgłosić do autorki bloga po odbiór nagrody rzeczowej.
wtorek, 14 lutego 2017
Les dames galantes
Pocztówka francuska, 1908
Uczcimy jakoś Walentynki literacko? To może Żywoty pań swawolnych (Les dames galantes)? Pierre de Bourdeille, seigneur de Brantôme niejedno słyszał, niejedno widział, wiele zanotował i chwała mu za to. W książce znajdą Państwo co najmniej kilkaset szesnasto - i siedemnastowiecznych awanturek miłosnych. Sposoby, sposobiki..., mąż w delegacji (tj. wówczas raczej na wojence), zdobne szatki, odtrącenia, przychylności... wszystko już było...
A na dziś fragmencik z Rozprawy Trzeciej O urodzie pięknej nożki y powabach iey, iakie ma:
Słyszałem takoż o piękney y godney białey głowie, nadto paniey wielgiego dowcipu, uciesznego y wesołego obycia, która, daiąc sobie iednego dnia wciągać pończochy swemu pokoiowemu, spytała go, czy nie popadał przez to w chuć, pokuszenie a pożądliwość: przy tym rzekła y nazwała to słowo prosto z mostu. Pokoiowiec mnimając, iż dobrze rzecze, ze czci, iaką miał dla niey, odpowiedział, że nie. Aż ta podniesła rękę y dała mu rzetenie w gębę: "Ruszay - rzecze - nigdy mi już nie będziesz posługiwał; iesteś gamoń, niezguła y przepędzam cię z moich oczów!"
Może przed zatrudnieniem pokojowego warto szczegółowo ustalić zakres obowiązków...
A u Brantôme'a pipeprznych historyjek bez liku, jakby ktoś się zastanawiał o tem, który przedmiot nawiętsze daie ukontentowanie: abo dotykanie, abo słowo, abo zwrok - polecam Żywoty...
wtorek, 10 stycznia 2017
Amusa być się wydawała...
Dzisiaj muzycznie. O Bachu. Jedna z jego najsłynniejszych biografii wyszła spod pióra Alberta Schweitzera (książka to swoisty zapis spotkania dwóch geniuszy), przeczytać należy.
Fragment listu Jana Sebastiana z 1730 r. do jego szkolnego kolegi z Lüneburga, Erdmanna, w sprawie protekcji przy szukaniu nowej posady:
"...miałem łaskawego a muzykę tyleż miłującego, co i znającego księcia i mniemałem, iż dni swoich u niego dożyję. Stało się jednak, iż ów Serenissimus ożenił się z pewną księżniczką berenburską i tedy wydało się, jakoby muzyczna inklinacja księcia cokolwiek ochłódła, jako iż nowa księżna amusa być się wydawała..."
| Eisenach, dom J.S. Bacha |
| Pomnik J.S. Bacha przed jego domem w Eisenach |
Zamiast notować nuty szeptane przez Ducha Świętego musiał się Jan Sebastian szarpać z wyboistą materią życia. Kobieta potrafi pokrzyżować plany... Jeśli tu zaglądają jacyś panowie - proszę uważać na księżniczki. 🌝
* * * * * * * *
PS. Przy okazji: dziękuję za pytania, miło je dostawać, ale mojej poprzedniej książki "Geriavity. Powieść w 49 kapsułkach" nie ma już w sprzedaży w księgarniach internetowych (w hurtowniach mieli, ale "wyszło").
Staram się traktować ów "braczek rzucony na rynek" jako dobry znak. W czasach nadmiaru wszystkiego - mojej książki nie ma! Dość przyjemne...
piątek, 16 grudnia 2016
Grudniowego wieczoru...
Swoim Czytelnikom, którzy przyszli na wieczór autorski w grudniowy wieczór - serdecznie dziękuję!
Biblioteka na Żoliborzu to przyjazne miejsce...
A tu fotorelacja:
Biblioteka na Żoliborzu to przyjazne miejsce...
A tu fotorelacja:
piątek, 9 grudnia 2016
Zapraszam!
Serdecznie zapraszam wszystkich Państwa na mój wieczór autorski. Już w najbliższą środę, 14 XII o 18:00 w Bibliotece na Starym Żoliborzu (ul. Słowackiego 19A, w budynku teatru Komedia) odbywać się będzie zbiorowe zażywanie kapsułek.
Jednocześnie informuję, że przystojny brodacz z okładki nie będzie obecny z uwagi na wcześniejsze zobowiązania :). Zatem sprawa do ewentualnego rozegrania we własnym zakresie...
Jednocześnie informuję, że przystojny brodacz z okładki nie będzie obecny z uwagi na wcześniejsze zobowiązania :). Zatem sprawa do ewentualnego rozegrania we własnym zakresie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






