sobota, 4 listopada 2017

Ryszard Kapuściński o Puszczy Białowieskiej



Zdj. z: onet kultura

Pod koniec lat 90. Ryszard Kapuściński pisał o Puszczy Białowieskiej. Jakikolwiek komentarz zdaje mi się zbędny. Posłuchajcie:

Białowieża
Dyskusja na temat dalszych losów Puszczy Białowieskiej. Ścierają się dwa obozy, więcej - dwie kultury, dwie mentalności. Jeden obóz to pogrobowcy zbieracko-myśliwskiej epoki rozwoju społeczeństw: traktują przyrodę jako służebnicę człowieka. Jeżeli jest las - trzeba go wyciąć, jeżeli jest zwierzę - trzeba je zabić. Kiedy plemię wykarczuje las i wybije zwierzynę - wędruje dalej, aż natrafi na nowe łupy. To mentalność ludzi, dla których ziemia nie ma granic, a jej bogactwa nie mają dna i końca.
Drugi obóz to ludzie, dla których natura nie jest po prostu najzwyczajniejszą zdobyczą, ale czymś zupełnie innym - jest naszym współtowarzyszem i pobratymcem, którego obecność to warunek istnienia. Jeżeli jest las, to musi rosnąć, jeżeli jest zwierzę - musi żyć. Człowiek nie jest sam, jest częścią natury; zabijając naturę - unicestwia siebie. Oto sedno sporu o puszczę, której potężne szczątki ciągle jeszcze stoją.

Jeszcze Białowieża
Jeżeli wycięliście stary las, a na jego miejsce posadziliście nowy, to nie znaczy, że zachowaliście w naturze równowagę albo że równowaga ta zostanie przywrócona, kiedy młody las urośnie. Starego lasu nie przywrócicie nigdy. Tego sędziwego drzewostanu z jego gęstwą, cieniem i zapachem, z jego wewnętrznymi splotami, powiązaniami, zależnościami nie da się odtworzyć, skopiować, powtórzyć. Wraz z wycięciem lasu jakaś część świata ginie na zawsze.

piątek, 20 października 2017

Tour de Otwock



W przyszłym tygodniu będę w Otwocku i to dwa razy. Najpierw na Pułaskiego, a gdyby ktoś nie zdążył, to potem na Andriollego. Zapraszam serdecznie i już nie mogę się doczekać.


niedziela, 17 września 2017

Literatura, teatr, radio

Fot. archiwum rodzinne


Moja rozmowa z Januszem Dziewiątkowskim, laureatem konkursu Identitas dla doktorantów i absolwentów uczelni humanistycznych.

_____________________________  *    *    *  _________________________

Renata Chołuj: Kiedy zaczęła się historia Teatru Polskiego Radia? Bo sama nazwa jest – zdaje się – powojenna?


Janusz Dziewiątkowski: Rzeczywiście. Teatr radiowy w Polsce ma przedwojenną proweniencję i jest niemal rówieśnikiem Polskiego Radia. Pierwsze realizacje „widowisk słuchowych”, nazywanych wówczas radiofonizacjami, uzależnione były całkowicie od literatury i miały charakter bardziej intuicyjny niż programowy. Obecność tego typu audycji nie była jeszcze podyktowana zapotrzebowaniem słuchaczy, bo tych trzeba było dopiero znaleźć i przekonać do nowego medium, lecz raczej subiektywnym wyborem samych redaktorów odpowiedzialnych za program literacki. Początki teatru radiowego wiążą się z postacią Alojzego Mikołaja Kaszyna, któremu powierzono w 1925 roku funkcję kierownika literackiego. To właśnie Kaszynowi przypisuje się wprowadzanie do języka polskiego pojęcia „słuchowisko” oraz, co może ważniejsze, zainicjowanie na antenie emisji spektakli radiowych. Fragmenty Warszawianki według dramatu Wyspiańskiego to prawdopodobnie pierwsze dzieło radiowe Alojzego M. Kaszyna i pierwszy w dziejach polskiej radiofonii utwór literacki nadany w formie słuchowiska. Trzy lata później w rozgłośni wileńskiej powstało pierwsze oryginalne słuchowisko - Pogrzeb Kiejstuta Witolda Hulewicza, jednego z najbardziej zasłużonych twórców radia artystycznego. To on rozpropagował określenie „teatr wyobraźni”, funkcjonujące przez cały okres przedwojenny, ale i także długo po wojnie. Teatr awizualny, nawiązujący do starej sztuki słuchowej, której elementów nie trudno się doszukać i w teatrze scenicznym i w filmie, to współczesna i aktualnie obowiązująca we wszystkich radiofoniach zasada teatru radiowego. Awizaualność, intymność i kameralność to kardynalne zasady tego teatru. Z takiego też spojrzenia na sztukę radiową wynikł fakt, że gdy radio w 1945 roku powstało na nowo, nie wrócono już do dawnej nazwy, lecz przyjętą nową, naturalną, która do dziś brzmi „Teatr Polskiego Radia”. Ta nowa nazwa była w jakimś sensie programem, podobnie jak programem wyrastającym z innych założeń, była nazwa dawna.


...czyli Teatr Polskiego Radia sięga swoimi korzeniami jeszcze Dwudziestolecia międzywojennego. Później pojawił się Radiowy Teatr Eterek  Wasowskiego i Przybory. A pod koniec lat 50. jak Polska długa i szeroka naród zasiadał przed odbiornikami przed emisją kolejnego odcinka Matysiaków  i W Jezioranach...

To prawda, niektóre audycje Teatru Polskiego Radia cieszyły się ogromny powodzeniem, dziś niewyobrażalnym, bo idącym w miliony słuchaczy, jak w wypadku największej popularności powieści radiowej Matysiakowie na przełomie lat 50. i 60. Ale także inne audycje, takie jak m.in. Zagadki literackie, Klub Sześćdziesięciu, Mistrzowie Sceny Polskiej, Teatr Młodych, Radiowy Teatr Dziecięcy, Codziennie Powieść w Wydaniu Dźwiękowym, Teatrzyk Zielone Oko przez całe dziesięciolecia miały rzesze swoich wiernych słuchaczy i budowały prestiż Teatru Polskiego Radia. A przyczynił się do tego przede wszystkim unikalny poziom artyzmu oraz uniwersalność i rozmaitość form. W latach 60. i 70. studia Teatru Polskiego Radia przy Myśliwieckiej pracowały pełną parą, przygotowując na antenę blisko 600 premier różnorodnych form radiowej twórczości. Obok słuchowisk oryginalnych i adaptacji powstawały słuchowiska dokumentalne, reportażowe, afabularne słuchowiska poetyckie, eksperymenty dźwiękowe i konstrukcyjne np. kwadrofoniczne Dziady Mickiewicza). Pomysłowość radiowych twórców – dramaturgów, redaktorów literackich i reżyserów była wręcz niewyobrażalna.


To wtedy powstała tzw. szkoła polskiej dramaturgii radiowej?

Tak. Po okresie stalinowskiej propagandy, przyszła odnowa, która pozwoliła w Polskim Radiu na eksperymenty artystyczne (jednym z nich było powołanie słynnego później Studia Eksperymentalnego) oraz rozwijanie oryginalnej twórczości radiowej w zakresie słuchowiska współczesnego. Teatr Polskiego Radia kierowany przez Janusza Warneckiego i Zdzisława Nardellego stał się jednym z wyróżników rozgłośni. To właśnie z anteny radiowej słuchacze poznali pierwsze utwory dramatyczne Sławomira Mrożka, Zbigniewa Herberta czy Janusza Krasińskiego. Z radiem związała się współczesna elita literacka, skupiona wokół Redakcji Słuchowisk Oryginalnych i sygnowana takimi nazwiska jak: Jarosław Abramow, Stanisław Grochowiak, Władysław Terlecki, Zofia Posmysz, Jerzy Krzysztoń, Ireneusz Iredyński, Henryk Bardijewski, Ernest Bryll, Jerzy Janicki czy Andrzej Mularczyk. Polska dramaturgia tego okresu – jak pisze w Nagim słowie Sława Bardijewska – była sztuką problemową, myślowo niezależną, często krytyczną i niepokorną wobec władzy, a Teatr Polskiego Radia otworzył się na temat współczesny i możliwość eksperymentowania w zakresie formy i treści. Stąd taka jego popularność w owym czasie.


Archiwalia z kilku dziesięcioleci składają się na olbrzymi materiał, w dodatku rozproszony w rozmaitych miejscach. Jak przedstawia się obecnie stan badań nad historią i dorobkiem Teatru Polskiego Radia?

Dzieje teatru radiowego, związki literatury i radia czy prezentacja jego dorobku były tematem wielu prac o charakterze cząstkowym i to w większości w aspekcie rozważań teoretyczno-estetycznych nad słuchowiskiem oryginalnym. Na ogół miały charakter wybiórczy, publikowane w postaci artykułów prasowych lub fragmentarycznych opracowań w monografiach poświęconych zagadnieniom sztuki audialnej. Ich liczbę oceniam na kilka tysięcy. I o ile dość dobrze udokumentowana jest i opisana sztuka radiowa okresu międzywojennego (rzecz jasna na podstawie publikacji prasowych, bo przedwojennych nagrań radiowych zachowała się znikoma liczba), o tyle odczuwamy wyraźny brak całościowych opracowań popularno-naukowych poświęconych powojennym dziejom polskiej radiofonii. Dziewięćdziesięcioletnia historia radia – niewspółmiernie krótka z dziejami literatury i teatru – jest wystarczająca długa, by żywić niepokój z powodu tak skąpej refleksji uogólniającej oryginalne osiągnięcia i doświadczenia tej dziedziny sztuki.


A jakie obszary historii Teatru Polskiego Radia zasługują na najdokładniejsze  opracowanie?

W mojej ocenie najbardziej brakuje w polskiej literaturze przedmiotu chronologiczno-problemowego opisania powojennych dziejów radiowej sceny – na wzór Krótkiej historii teatru polskiego, znakomitego i niedoścignionego do dziś dzieła prof. Zbigniewa Raszewskiego. Wiem, że były pokusy, żeby taką monografię stworzyć, lecz do tej pory, prócz kilku obszerniejszych haseł encyklopedycznych i obecnego od 2010 roku na wortalu e-teatru „zasobu radiowego”, nie powstała żadna większa praca podsumowującą powojenny i współczesny dorobek Teatru Polskiego Radia w różnych aspektach jego twórczości.


Z czego wynika taki stan rzeczy?

Sądzę, że głównymi przeszkodami w zrealizowaniu takiego projektu są – z jednej strony ograniczony dostęp do materiałów źródłowych dotyczących aktywności programowej Polskiego Radia, a z drugiej – wielość i różnorodność grup archiwaliów. Ich pełne spenetrowanie wydaje się zadaniem niewykonalnym w wypadku jednostkowych badań i przy prezencyjnej dostępności tychże materiałów. Poważnym mankamentem jest również duży stopień rozproszenia dokumentów archiwalnych i mocno zróżnicowana forma, w jakiej są utrwalone. Również radiowa baza danych, obejmująca cały zarchiwizowany dorobek radiowy, nie jest upubliczniona i służy wyłącznie do użytku wewnętrznego Polskiego Radia.


Pański projekt: Teatr z radia, teatr w radiu zakłada powstanie monografii na temat Teatru Polskiego Radia. Jaki będzie jej charakter? Głównie dokumentacyjny, czy też pogłębiony o analizę najwybitniejszych słuchowisk i ich twórców?

Podjęte przeze mnie i trwające od kilku lat badania dotyczą powojennej historii teatru radiowego, a konkretnie organizacji i działalności Teatru Polskiego Radia w latach 1945-1993. Ich celem jest przygotowanie monografii dokumentującej dzieje radia artystycznego w Polsce i prezentację dorobku Teatru Polskiego Radia w zakresie produkcji najważniejszych form sztuki radiowej, czyli słuchowisk, a jeszcze ściślej – słuchowisk będących adaptacjami utworów literatury polskiej. Wprowadzone przeze mnie ograniczenie chronologiczne i tematyczne w opisie materiału jest podyktowane ogromną produkcją Teatru Polskiego Radia po 1945 roku. Na podstawie danych Archiwum PR wiemy, że samych tylko słuchowisk Polskie Radio zrealizowało ponad 25 tysięcy, z czego 2200 pozycji to adaptacje literatury polskiej. Kompletny rejestr słuchowisk adaptacyjnych będzie stanowił integralną część monografii, wzbogaconą naturalnie o pogłębione analizy krytyczne wybranych słuchowisk i cykli radiowych, w których ukazywały się realizowane produkcje.


Jestem ciekawa, czy różnorodność form sztuki radiowej i popularność słuchowisk powstałych na podstawie tekstów literackich to specyfika Polskiego Radia czy po prostu znakomite wpisanie polskiej sztuki radiowej w trendy popularne wówczas w całej Europie?

Można długo opowiadać o związkach literatury i radia. Powstało zresztą wiele prac na ten temat. Bez literatury pisanej, która obecna była, jak już wspomniałem, od zarania sztuki radiowej, prawdopodobnie nie byłoby współczesnego teatru radiowego, a na pewno nie w takiej formie i nie w takiej kondycji. Teatr Polskiego Radia z jego długą i bogatą tradycją może być śmiało wzorem dla innych radiofonii publicznych, które przygotowują dla swoich słuchaczy program artystyczny. Nie zapominajmy również, że teatr radiowy od początku swojej działalności podjął się misji upowszechniania najważniejszych dzieł literatury rodzimej i światowej, czy to w oryginalnej formie czytanej, czy radiowego przetworzenia artystycznego. Przez całe dziesięciolecia to właśnie słuchowiska będące adaptacjami literatury dramatycznej i niedramatycznej stanowiły lwią część radiowego repertuaru, czego efektem była realizacja niemal całego kanonu literatury polskiej i obcej. Często w zaskakujących interpretacjach i formach – od radiowego skrótu po kilkudziesięcioodcinkowe seriale słuchowiskowe. Obowiązek realizacji utworów przeznaczonych oryginalnie nie do radia przyjmuje różne formy i może być – jak sądzę – działaniem stymulującym. Ciągle bowiem znajdą się nowi słuchacze kolejnych wersji Wesela czy sienkiewiczowskiej Trylogii. Ważny jest tylko świeży pomysł, artyzm i uniwersalność. Bo materiał literacki już jest. Na szczęście twórców, którzy podejmują się takich zdań, nie brakuje. Słuchaczy również – a to oni są prawdziwą siłą radiowego teatru.

Dziękuję za rozmowę.




poniedziałek, 26 czerwca 2017

Zaproszenie

Szanowni Państwo!

Serdecznie zapraszam na swój wieczór autorski w czwartek, 29  VI  o 19.00. Spotkanie odbędzie się w Ambasadzie RP w Hadze.
Fragmenty "Stanu podgorączkowego" przeczyta Wojtek Cecherz. 
Do zobaczenia!


środa, 15 marca 2017

O jednym ekscentrycznym Angliku


Za czasów Jana Kazimierza, kiedy u nas Chmielnicki, potop, wojna z Rosją i tym podobne zawieruchy - mieszkał sobie w Londynie niejaki Samuel Pepys. 
Dużo pracował, mało spał, żywo interesował się światem dokoła. Stroił się, dużo oszczędniej czynił wydatki na stroje żony niż własne, lubił się pokazać w nowej peruce. Utracone zęby zastępował wyrzeźbionymi z kości zwierzęcych, słowem: elegant pełną gębą. Znał biegle pięć języków, ale i nierzadko plótł bzdury. Lizus i karierowicz, choć jednocześnie roboty nie unikał. Zrobił sporą karierę w Royal Navy. Miał końskie zdrowie i koński apetyt, wina także sobie nie żałował. Sporo można dowiedzieć się o gastronomii siedemnastowiecznego Londynu z Pepysowych "Dzienników". Nie imały się go poważne choróbska, kręcił się w pobliżu ognisk zarazy, ale go jakoś nie trafiło, a nawet przeżył bardzo niebezpieczną, jak na owe czasy, operację pęcherza.

Towarzyski, istny pies na kobiety, obmacał pół Londynu, przyjaciółki, kochanki, służące, (kto się tam akuratnie nawinął) a czasami nawet...żonę. A jak już strasznie naświntuszył, to pisał o sprawie podwójnym szyfrem, osobliwą mieszanką języków. Często powierzał się boskiej opiece, leciał do kościoła, poprzysypiał sobie trochę, a potem duchowo umocniony znowu do teatru w nowej peruce... To na robotę się dziko rzucał, to na kobiety, by znów zatroskać się o los Anglii. W tle wielki pożar w Londynie, wojna z Holandią, aktualności polityczne... Jednak sam diarysta cały czas na pierwszym planie. Przez większość życia zajmował się statkami, toteż na starość, kiedy został sam (żona Pepysa, Elżbieta zmarła w 1669) ustatkował się wreszcie, przystopował z amorami i rozmiłował w książkach. Zyskał przyjaźń Isaaka Newtona i Christophera Wrena (to ten pan od St. Paul, w Londynie).

Mocą Pepysowego testamentu jego księgozbiór trafił do Magdalene College w Cambridge. Wśród kilku tysięcy przekazanych ksiąg poleżały sobie nieodczytane przez 150 lat, spisane wymyślnym szyfrem pamiętniki. Aż wreszcie pewien wikariusz znalazł klucz (także ukryty w książkach) i odcyfrował tekst. Pamiętniki opublikowano po raz pierwszy w Anglii, w XIX wieku. Pełne wydanie nie jest dostępne po polsku.
Wyboru i tłumaczenia dokonała Maria Dąbrowska. Trochę ją podejrzewam, że mogła pominąć co smaczniejsze kąski, ale i tak lektura, że palce lizać.

Wybór fragmentów w przygotowaniu. Proszę tu zaglądać.

Rękopis pamiętnika

Pepysiana w Magdalene College, Cambridge

Pepys i jego peruki


środa, 1 marca 2017

Chopin a histeria


1 marca 1810 roku  to prawdopodobna data urodzin Chopina (inna, niewykluczona 22 lutego). Fryderyk, jak to z geniuszami bywa, urodził się dwukrotnie. Umarł natomiast raz, z większą starannością, dokładniej, przy świadkach. Pozostały także dowody rzeczowe np. w postaci pośmiertnych odlewów Clesingera. I tak wymknąwszy się niebiańskiej ewidencji  żyje wielki Kompozytor wiekuiście, ale i ziemski żywot niedomknięty...

Awansem, już wczoraj oddałam hołd Fryderykowi bijąc pokłony pod pomnikiem autorstwa Wacława Szymanowskiego w Łazienkach. Obok, pod samiutkim cokołem, różni państwo płci rozmaitych, wytworną konfekcją sportową okryci używali cokołu, aby zaprzeć nóżkę i ćwiczenia rozciągające wykonać. 
- Najlepsze życzenia z okazji 207 urodzin, Fryderyku! - zadarłam głowę.
- Czekaj, czekaj, jak ci sportowi pójdą, to zejdę.
I rzeczywiście! Jak tylko sportowi odtruchtali Fryderyk zlazł z cokołu, zmalał do ludzkich rozmiarów i sobie oboje jako piersiowo niezdrowi, statecznie po mieszczańsku, zasiedliśmy na ławeczce.
- A pamiętasz co w listach Słowacki o mnie pisał? - wypalił Fryderyk bez zbędnych wstępów, ale z emfazą wielką aż mu grdyka zagrała.
- Coś pamiętam - szukałam nerwowo w pamięci "Byłem wczoraj u Czartoryskich. Zawsze to samo. Chopin grał na fortepianie, Mickiewicz improwizował. Wyszedłem w połowie wieczoru." Jakoś tak to szło?
- No. I wychodził skurczybyk! - zatrząsł grzywą Maestro.
- Może ten Julek umierał śmiercią powolną z nudów. Podpierał skroń dłonią, oczy zapałkami. Dotrwał do jakiejś pauzy i w długą na kieliszeczek absyntu...
- Histeryk jeden!
- A ty drugi... - wyrwało mi się.
- Bo szczęścia nie mam. Potem się ludzie śmieją. Widziałaś film "Chopin - o mnie chodzi, wyjaśnił - Pragnienie miłości".
- Widziałam. Wzruszający. Płaczliwy. Rozszlochać się można... - i znowu nie zapanowałam nad śmiechem - no dobra, by tak rzec "wyszłam w połowie wieczoru... "
- I jeszcze teraz Juliusza cytujesz! - Chopin rozkaszlał się widowiskowo.
- No przepraszam - chciałam go jakoś udobruchać - ale recenzję sprzed 15 lat pamiętam. Dobrze napisana!:

Nasz artysta Frycek Szopen
Do George Sand raz poczuł popęd
Lecz artysty los to męka
On kaszlący, ona Stenka.

Sportowi przytruchtali. Frycek bez słowa pożegnania w sekundę wlazł na cokół. No i się nie dowiedziałam czy przynajmniej czterowiersz mu się spodobał... Zadarłam głowę, ale nic. Twarz jak z kamienia.

*   *   *
O temperaturze stosunków między Słowackim a Chopinem można poczytać np. u Iwaszkiewicza w "Pamiętnikach". Rymkiewicz też o nich pisał naturalnie ("Słowacki. Encyklopedia").
W kinematografii rzeczywiście wielkie szczęście Chopina dotąd nie spotkało, ale na "Impromptu" z Hugh Grantem nie szkoda wieczoru.

A jeśli Państwo wiedzą kto wysmażył recenzję można się zgłosić do autorki bloga po odbiór nagrody rzeczowej.

wtorek, 14 lutego 2017

Les dames galantes

Pocztówka francuska, 1908

Uczcimy jakoś Walentynki literacko? To może Żywoty pań swawolnych (Les dames galantes)? Pierre de Bourdeille, seigneur de Brantôme niejedno słyszał, niejedno widział, wiele zanotował i chwała mu za to. W książce znajdą Państwo co najmniej kilkaset szesnasto - i siedemnastowiecznych awanturek miłosnych. Sposoby, sposobiki..., mąż w delegacji (tj. wówczas raczej na wojence), zdobne szatki, odtrącenia, przychylności... wszystko już było...
A na dziś fragmencik z Rozprawy Trzeciej O urodzie pięknej nożki y powabach iey, iakie ma:

Słyszałem takoż o piękney y godney białey głowie, nadto paniey wielgiego dowcipu, uciesznego y wesołego obycia, która, daiąc sobie iednego dnia wciągać pończochy swemu pokoiowemu, spytała go, czy nie popadał przez to w chuć, pokuszenie a pożądliwość: przy tym rzekła y nazwała to słowo prosto z mostu. Pokoiowiec mnimając, iż dobrze rzecze, ze czci, iaką miał dla niey, odpowiedział, że nie. Aż ta podniesła rękę y dała mu rzetenie w gębę: "Ruszay - rzecze - nigdy mi już nie będziesz posługiwał; iesteś gamoń, niezguła y przepędzam cię z moich oczów!"

Może przed zatrudnieniem pokojowego warto szczegółowo ustalić zakres obowiązków...
A u Brantôme'a pipeprznych historyjek bez liku, jakby ktoś się zastanawiał o tem, który przedmiot nawiętsze daie ukontentowanie: abo dotykanie, abo słowo, abo zwrok - polecam Żywoty...